Studio K

niegroźne majaczenia

Aby tworzenie było wiarygodne, myślenie jest koniecznością. Jest ono dla mnie funkcją stanu organów wewnętrznych i ich sekrecji (nie powinniśmy w związku z tym mieć obowiązku tłumaczenia się, wyjaśniania czegokolwiek). To zależność myśli od „bebechów”; to światopogląd osadzony we wnętrzu, autentyczny w biologicznym i egzystencjalnym sensie, będący jednocześnie ograniczeniem..., istotnym ograniczeniem - implikuje on bowiem daleko idącą subiektywizację każdego doświadczenia, jak i wizji świata, która jest ich rezultatem. Taka metoda zaprzepaszcza szansę, stosującego się do niej, na stworzenie jakichkolwiek wzorców międzyosobowo ważnych, tak estetycznych, etycznych czy jakichkolwiek innych. Jest to jednocześnie jedyna metoda jaka mnie interesuje. „Zatonąć w nurcie wewnętrzności, porzucić zgoła każdą obiektywizację, i smakować tylko z cichą rozkoszą najintymniejsze własne porywy i poruszenia” . Chodziłoby tutaj o ciągłe i wytrwałe rozwijanie pierwiastka subiektywnego, aż do skrajności...

Nigdy nie potrafiłem obrazów moich pozbawić obecności człowieka, tej wyprostowanej małpy... moje myśli go dotyczące nigdy nie były niewinne, bliżej im do agresji, która pomaga rozerwać krępujące nas więzy...Zajmował mnie od zawsze jako, że reprezentuje on niewiarygodną przygodę, zjawisko tyleż interesujące, co nadzwyczaj zagrożone i kruche... Chcę go widzieć po swojemu i poniekąd na swój koszt...

zwierzę nadwerężone

Nie wierzę, za Ockhamem, w uprzywilejowaną pozycję człowieka w świecie, podążam też śladami „najczarniejszej antropologii” (Emil Cioran, Soren Kierkegaard, Jean-Paul Sartre), by widzieć człowieka upadłym, nieuleczalnie chorym na cierpienie, samotność i śmierć zwierzęciem.

Mam przy tym pewność, że to samoświadomość czyni go takim, ta „otwarta rana” przypominająca nam wciąż na nowo o naszym losie. Człowiek, ta szpetna plama na stworzeniu, jest z pewnością najbardziej interesującym bytem, jako, że jest on właśnie dotknięty tą nieuleczalną skazą... Nie sposób nie podpisać się pod stwierdzeniem, że udręka istnienia„rośnie wprost proporcjonalnie do stopnia zorganizowania materii – swą kulminację osiąga właśnie w bycie człowieczym.” Podobnie jak Cioran rozróżniam u człowieka, obok „pełni życia” pojmowanej jako gromadzenie przyjemnych, jak i najprzyjemniejszych wrażeń, także wznoszenie się ponad ten poziom, aż do zrozumienia, że nie sposób myśleć o pełni bez składającej się na nią, drugiej, mroczniejszej połowy – wszelkich rozpaczy, cierpień, agonii, trwóg, porywów bezsilnego gniewu i nieokiełznanej nienawiści. „Nie odrzucam niczego, co ciemne i bolesne, dodrążyć się do najgłębszego dna tego, co brudne, dosmakować się najbardziej gorzkiej goryczy istnienia i w ogóle je dostrzegać...” – jakże niebezpieczne i upajające zarazem jest to credo!

lubię wilgoć. błocko lubię.

Człowiek ze swej natury nie skłania się ku dobru, wszak by „zrobić coś – cokolwiek nie splamionego złem musi się on przemagać, zadawać sobie gwałt.” O ileż naturalniej przychodzi mu zatonięcie w występności! „Zło rządzi wszystkim co zniszczalne ( tzn. wszystkim co żywe ) ...” Zajmowanie się człowiekiem, wszelkie zrywanie zasłon z ludzkich zagadek, oznacza po prostu zajmowanie się jego złem... Z pewnością zdołało ono głęboko wrosnąć w ludzi, wciąż zdaje potwierdzać się na nowo, leżąc niewątpliwie u podstaw wszystkiego, nieustannie mąci „wody życia”, jak demon, którego będąc narzędziem, puszcza rzeczy w ruch... Mimo to nie jest jednak, tak interesujące jak dobro, „ta zagadka znacznie bardziej nieprzenikniona niż zło, a w człowieku nie występująca nieomal wcale.” Zło nie jest tajemnicą, lecz oczywistością, czymś „najwyraźniejszym na tym padole” - czy zasługuje ono w związku z tym na kolejne przedstawianie? Czy Nihil – ta „ doskonale nieobecna pustka” zasługuje na kolejny ołtarz?

A jednak przeświadczenie, że „człowiek rodzi się n a zło tak jak iskry lecą w górę z ognia” zawładnęło mną do tego stopnia, że nie potrafię już udać się w inną stronę, pochylam się, poniekąd, już tylko nad „szpetnym człowiekiem w nas”. Nasze zepsucie nie jest i nie może być przypadkowe; ono istnieje stale, odwiecznie – grzech jest nieodłączny z człowieczeństwem... - to okropna, zapisana w nas, w naszych obliczach prawda. Zupełnie jakby już na samympoczątku człowiek poszedł złą drogą, zupełnie jakby nie miał żadnego innego wyboru i w związku z tym nie mógł nią nie pójść – nie potrafię chyba temu umknąć... Była i jest to poniekąd moja obsesja, coś co nosiłem i noszę w sobie...- dzięki produkowaniu, które przynosi olbrzymią ulgę, ulega ona osłabieniu, nie przestając jednocześnie mną zawładać. Przeczucie, że każdy grzech jest jak matryca, nieustannie reprodukowany do pamiętania opuszcza nas zbyt rzadko, unaoczniając nam tym samym całe mrowie „naszych własnych ślepych uliczek”; pozostawia nas pragnących strząsnąć z siebie tę krępującą nas fatalność, nie zaświadczając jednocześnie o możliwości jej uniknięcia, wykręcenia się... Nie ma ludzi czystych. Życie ma w sobie coś demonicznego i to jest jego specyfika - oto głęboka idea grzechu pierworodnego. Już na samym początku doszło do jakiegoś przedziwnego obciążenia, a w jego konsekwencji do pęknięcia; coś się nie udało w samym fundamencie,... może też nie mogło się udać, bo „w stworzeniu czystość nie jest możliwa” . Występek nam towarzyszy, dopiero obmyślając go, mamy przeczucie, że coś przedsiębierzemy, tutaj duch jakby „zmienia się w krew” i rozpoczyna się , kryjąca się w każdym występku, „tragedia ciała” próbującego zdruzgotać właściwe mu granice, będące więzieniem dla porywów namiętności... Taką właśnie mieszaniną ducha i ciała, świadomości i krwi jesteśmy...

kategoria cielesna

Nie sposób uznawać ciało jako złudzenie, czy pojmować ducha w oderwaniu od niego, czyli od dramatu życia, od jego sprzeczności i ułomności. Czym byłby duch bez wzburzeń ciała, a świadomość – bez „wysokiej wrażliwości nerwów”?

Właśnie ona w każdej chwili unaocznia nam realność naszej cielesności, tę „rzeczywistość ciała”, bez której myślenie o nim nie miałoby sensu. Należy się wsłuchać w ciało, bo właśnie poprzez ciało „poznać można znacznie więcej niż przez rozum, w którym głównie daje o sobie znać nasze złudne i zawodne Ja. Ciało natomiast wie o nas więcej niż my sami, dba o nas (...) – wie ile się kryje w jego milczeniu ...” Ciało promieniuje zaszyfrowanymi, nieraz niecierpliwymi informacjami na temat swych nastrojów , każde z osobna jest jakimś komunikatem, bezustannie zaświadcza o jedyności własnego przekleństwa – jest przecież „tylko” powłoką, której grozi zgrzybiałość, pancerzem dla „rychłego już umrzyka”... A może jest tylko oszustwem, jakimś „szwindlem”, przebraniem, które niczego nie ukrywa? Chcę ujrzeć człowieka w jego najgłębszej nagości poprzez jego ciało, któremu pozostała jeszcze tylko cała udręka, jaką znosi, oraz zło i nędza życia... Nie sposób jednocześnie zerwać z płciowością... „Wszystko jest w człowieku wyraźnie obrysowane i wykończone, z wyjątkiem organów płciowych, które w zestawieniu z innymi wydają się (...) niejasnością” . Umiejętność oderwania się od ludzkiej twarzy, choćby tylko tytułem ćwiczenia (wyostrza świadomość to, co nie ma z nią związku! ) sprowadza nas do twierdzenia: „organy płciowe wyrażają więcej prawdy o duszy ludzkiej niż wszystkie inne części ciała, nawet oczy.” Ten fragment z Singera był dla mnie objawieniem, z którego nie chciałem jednak wyciągnąć zbyt daleko idących wniosków, wystarczyło mi ujrzeć człowieka jako potencjalne obnażenie lub samą tylko jego zapowiedź, na tyle jednak konkretną, by dać się skusić... Nie ma dziś jednak szansy na tajemnicę! Nawet ciało całkowicie nagie nie posiada już jej znamion, zostało z niej wyzute. „Istnieją kobiety – ubrane lub rozebrane – ale nie istnieje już ich ciało.” A jednak pragnę je odzyskać, potrzebuję go! Chciałbym, choćby we własnym tylko mniemaniu, ocalić je i za wszelką cenę zatrzymać, na moment unieruchomić , a jeśli ono mimo to wciąż będzie mi się „wymykać”, przynajmniej je rozszarpię... Nad człowiekiem „ciąży przekleństwo, nie może on trwać długo, bo jeśli przyjrzymy mu się bliżej, jest on aberracją, co prawda wybitną, ale jednak aberracją, herezją natury. Ma za sobą wybitną karierę, ale nie ma przyszłości, zniknie wskutek wewnętrznego wyczerpania.”

Co z tym zrobić? ... reszta jest na ścianie...

/ krzysztof domaradzki / kxx